0

Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że przez tyle lat mojego życia zwiedziłem już niemalże wszystkie atrakcje Beskidu Wyspowego, zupełnie przez przypadek dowiaduje się o kolejnym miejscu, którego nie miałem jeszcze okazji odwiedzić. Tak samo było w przypadku Diablego Kamienia.

Stojąc w kolejce w niewielkim sklepiku spożywczym w Kasinie Wielkiej, podsłuchałem rozmowę dwóch turystów, którzy z ożywieniem wspominali swoją wycieczkę do jakiegoś potężnego głazu u wschodnich podnóży góry Grodzisko. Brzmiało to niezwykle ciekawie więc zebrałem się na odwagę i spytałem o jakim miejscu tak dyskutują. „Nie słyszał Pan o Diablim Kamieniu? Koniecznie musi się Pan tam wybrać!” – odparli zgodnie.

Długo nie czekając, na drugi dzień znalazłam się w miejscowości Krzesławice. Tajemniczy kamień rzuca się w oczy już z daleka. Ma on bowiem aż 55 metrów długości, 12 metrów szerokości i od 17 do 25 metrów wysokości. Znajduje się on w bardzo malowniczej okolicy – na wzgórzu, na granicy z lasem. W Diablim Kamieniu zachwyciło mnie przede wszystkim to, że nie jest on jednolitą bryłą – posiada liczne wyżłobienia i pęknięcia, a na szczycie małe wgłębienia, gdzie gromadzi się woda deszczowa.

Jako, że pogoda tego dnia była sprzyjająca, postanowiłem wspiąć się na kamień – możliwe jest to od jego południowej strony. Zwieńczony jest on metalowym, zabetonowanym krzyżem i rozpościera się z niego malowniczy widok na okolicę.

Zapomniałbym o najważniejszym – Diabli Kamień to nie po prostu jakaś zwykła skała – kilkadziesiąt lat temu żył tu bowiem pustelnik z klasztoru cystersów w Szczyrzycu. Była to niesamowita postać – zamieszkiwał on pustelnię o wymiarach 2 na 2,5 metra, sypiał w otwartej trumnie i hodował pszczoły oraz kozy.

Niestety, wyraźnie da się zauważyć, że kapliczka oraz pustelnia powoli niszczeją. Na szczęście, gminy Raciechowice oraz Jodłownik robią wszystko, by móc przejąć ten teren i we właściwy sposób konserwować te unikalne obiekty. Szczerze trzymam kciuki za tą wspaniałą inicjatywę!