Blog

0

Pamiętacie moi mili jak wspominałem Wam jakie szczyty Beskidu Wyspowego udało mi się w moim długim życiu zdobyć? Jednym z nich jest Mogielica, która, moim skromnym zdaniem, jest obowiązkowym punktem wycieczki po tych malowniczych okolicach.

Od zawsze pasjonowały mnie wszelkiego rodzaju legendy, dzięki którym mogłem przenosić się w czasie do tajemniczych krain. Może zabrzmi to nieco śmiesznie, ale uważam, że w każdej z nich znajduje się ziarenko prawdy. Szereg legend krąży także o Mogielicy. Zgodnie z nimi, Mogielica była żoną wielkoluda Łopienia, która oddzielona została od swojego małżonka Przełęczą Rydza Śmigłego. Inna legenda mówi natomiast o tym, że na dużym głazie znajdującym się pod jej szczytem zbójnicy liczyli zdobyte pieniądze, które następnie chowali do jaskini zwanej Marszałkową Studnią. Legendy te mają  swoje podłoże historycznie. W wieku siedemnastym na Mogielicy ukrywał się znany beskidzki zbójnik Józef Baczyński oraz jego kompan Świstak. Podobno skradzione przez niego skarby zostały zakopane w lesie Mogielicy. Inna legenda podaje natomiast, że zbójnik schował je na polanie Brzostek pod Przysłopkiem.

Masyw Mogielicy wznosi się na obszarze gmin Kamienica, Dobra i Słopnice. Jakie było moje zdziwienie, gdy podczas wspinaczki zauważyłem, że w od wzniesienia tego w różnych kierunkach odchodzą długie, boczne grzbiety. Najdłuższy z nich odchodzi przez wzniesienia Krzystonowa i Jasienica i ciągnie się do przełęczy Przysłop. W grzebiecie tym znajduje się dosyć głęboka przełęcz, którą prowadzi malownicza droga leśna z Półrzeczek do Szczawy. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.

Pamiętam także, że wspinanie się na ten liczący 1171 metrów szczyt było istną ucztą dla oczu. Gdy zdobywałem Mogielicę, w jej masywie znajdowało się aż kilkanaście polan. Najbardziej zapamiętam położoną na południowo-zachodnim grzbiecie poniżej szczytu widokową polanę Stmorgi, na której pasły się ogromne stada owiec. Równie piękne widoki rozpościerają się z Wyśnikówki, która stanowi rozpoznawalny z daleka element sylwetki Mogielicy. Na uwagę zasługuje także piękna przyroda jaką
można tu zaobserwować. Znajdujący się tu las świerkowy jest jedynym w całym Beskidzie Wyspowym fragmentem regla górnego. Podczas wspinaczki udało mi się także spotkać dzika, głuszca i traszkę górską.

Z tego co dowiedziałem się od mieszkańców okolicznych wiosek, Mogielica jest obecnie równie popularnym celem wycieczek – uprawia się tu turystykę narciarską, konną, na szczycie wybudowana została wieża widokowa, a co roku organizowany jest tu „Złaz turystyczny – Mogielica”. I jak tu nie odwiedzić tego miejsca ponownie?

0

Swoim urokiem oczarowała mnie nie tylko Kasina Wielka, lecz cały Beskid Wyspowy. Spoglądając na moją nieco sfatygowaną mapę przypominam sobie wszystkie szczyty tego regionu, jakie udało mi się zdobyć podczas wędrówek po tych malowniczych okolicach. Pomiędzy Rabą a Doliną Sądecką, gdzie rozciąga się ta część Beskidów Zachodnich, miałem okazję wspiąć się nie tylko na Śnieżnicę, lecz także Ćwilin, Mogielnicę, Lubogoszcz, Łopień, Luboń Wielki i Jasień. O ile siły mi pozwolą, chętnie zdobędę również pozostałe szczyty Beskidu Wyspowego – Modyń, Kiczorę Kamienicką, Krzystonów, Szczebel, Wielki Wierch, Ostrą, Cichoń, Lubomir, Jaworz oraz Sałasz Wschodni.

Bardzo podobnie do dzisiaj używanej formy ten malowniczy region południowej polski nazywał już mój serdeczny przyjaciel z lat młodzieńczych – Kazimierz Sosnowiecki, który był nauczycielem i pionierem turystyki górskiej w tych właśnie okolicach. Nigdy nie zapomnę historii, którą opowiedział mi pewnego razu podczas wizyty w jednej z krakowskiej kawiarni. Gdy wraz z grupą młodzieży nocował on na szczycie Ćwilina, nad ranem jego oczom ukazało się morze mgieł, z którego szczyty gór wyłaniały się niczym wyspy. W swoich pracach określał on go między innymi mianem Limanowsko – Myślenickiego Beskidu Wyspowego. Moim skromnym zdaniem, nazwa ta jest niezwykle trafna. Mnie również zdobywając okoliczne szczyty wielokrotnie zdarzyło się ujrzeć te niesamowite widoki rodem z baśni.

Pamiętam też, że podczas jednej z moich pierwszych wędrówek po Beskidzie Wyspowym założyłem się z jednym z moich kolegów, że uda mi się przejść go w całości. Musicie jednak wiedzieć, że jest to nie lada wyzwanie – zajmuje on bowiem powierzchnię około 1000 kilometrów kwadratowych. Szybko o zakładzie zapomnieliśmy, lecz ja w głębi duszy w dalszym ciągu liczę, że uda mi się zwyciężyć ten zakład.

Moją mapę swego czasu podzieliłem na cztery części odnoszące się do poszczególnych granic Beskidu Wyspowego, co niezwykle ułatwiło mi moje podróże. Granica północna biegnie rzeką Białką do Porąbki Iwkoskiej, skąd rzeką Belą wzdłuż Iwkowej do przełęczy pomiędzy Kozłową Górą, a Domiczną Górą. Stamtąd do Rajbortu przez Bytomsko do Żegociny. Następnie przez Kamionną, Nowe Rybie do Szczyku przez Kostrze, Wilkowisko, Stróże, Skrzydlną, do Szczyrzyca i Raciechowic. Granica południowa zaczyna się od Raby i biegnie w dół do rzeki Mszanki, a stamtąd w górę do przełęczy Przysłop i dalej rzeką Kamienicą w dół wprost do Dunajca. Granica wschodnia biegnie Dunajcem do Gołkowic, a stamtąd do Podegrodzia, Stadła, Brzeznej, Niskowej i do Chełmca. Następnie Dunajcem do ujścia Jeziora Rożnowskiego i z Tęgoborza drogą do Łososiny, a na koniec do rzeki Białki. Granica zachodnia natomiast, biegnie z Raciechowic do Krzyworzeki i w górę do rzeki Kobielinka. W górę do przełęczy Jaworzyce, a następnie Węglówką do rzeki Kasinki. Kasiną w dół do Raby, a nią w dół do Krzczonówki. Krzczonówką w górę do  Łętowni, skąd do Naprawy. Następnie Naprawką do Jordanowa i rzeką Skawą do Skawy, a stamtąd linią kolejową do Chabówki.

Za każdym razem podróżując palcem po mapie po tych granicach Beskidu Wyspowego przebiegają mi przed oczami niesamowite wspomnienia z poszczególnych wypraw – ludzie poznani na szlakach, wspólne wędrówki po lasach, wieczorne ogniska z harcerskimi piosenkami na ustach, wzajemna pomoc przy zdobywaniu szczytów… Wspomnień tych nikt mi nie odbierze i wierzę, że podczas tego pobytu będę mógł dołożyć do mojej kolekcji kolejne.

0

Kraków to piękne miasto. Mieszkam w nim od urodzenia. Zawsze kojarzył mi się z ciepłą i przyjazną atmosferą. Lubiłem tu zasypiać i budzić się o świcie. Tylko dzisiejszy poranek jest jakiś inny. Te hałasy, okrzyki radości, zupełnie jakby się coś stało. Spoglądam na kalendarz zawieszony w oddali i co wiedzę? 15 lipca 1900r. Ach tak, to dziś! Dziś jest 500-lecie Uniwersytetu Jagiellońskiego, więc to zapewne odgłosy świętujących Żaków. Sam lubię świętować, kiedy jest okazja, ale czasem potrzebuję spokoju i ciszy. Wówczas chętnie wymykam się z walizką pełną skarbów i wsiadając do pociągu, wyruszam w podróż. Nigdy nie planuję kolejnego wyjazdu, wszystko to dzieje się tak zupełnie spontanicznie. Jako stary podróżnik nie potrzebuję mapy ani kompasu. Mam dobrą orientację w terenie. Pomimo swego wieku kocham sport i aktywny wypoczynek. Praktycznie od dziecka jeżdżę na nartach. Mam nawet jedne, całe drewniane, zakopane na dnie wielkiej szafy. Zapewne na stoku mógłbym dorównać niejednemu młodocianemu, choć narty te są już naprawdę wysłużone i dość oporne. W drodze na stację, do której mam jakieś 15 minut, wpadłem na pomysł, by ponownie wyruszyć do Kasiny Wielkiej. Doskonale pamiętam te krajobrazy, ten klimat. Kiedy dotarłem na miejsce z biletem w dłoni, z wielkim uśmiechem ukłoniłem się siedzącym w przedziale pasażerom i usiadłem na swoim stałym – ulubionym – miejscu. Miejsce niby jak każde inne, ale jednak przy oknie, z wygodnym oparciem. Kiedy chciałem – spoglądałem w oddal, gdy miałem ochotę – robiłem sobie krótką drzemkę. I tak było tym razem. Rozmyślając o tym, co zobaczę, czym tym razem zaskoczy mnie to miejsce… zasnąłem. Nagle poczułem ostre hamowanie. Jakby ktoś wymusił na pociągu stop. Otwieram oczy i co widzę? Patrzę i nie wierzę. Jakbym przeniósł się w czasie. Naprzeciwko mnie jacyś państwo w dziwacznie kolorowych strojach. W drugim kącie siedzi dziecko trzymające w dłoniach dziwny przedmiot, który wydobywa z siebie dźwięki i migocze kolorowym światłem. Byłbym przekonany, że to sen, ale nie. Za oknem widzę wielki znak – Stacja Kasina Wielka. Patrzę i oczom nie wierzę, ale cóż, wysiadam, bo w końcu to był cel mojej podróży.

Sięgając pamięcią wstecz, wszystko to wyglądało zupełnie inaczej. W miejscu, w którym wydaje się, jeszcze kilka lat temu był budynek stacji kolejowej, teraz stoi obiekt noclegowy. O co tu do licha chodzi? Wszystko wygląda inaczej. Czyżbym naprawdę przeniósł się w czasie? Po dłuższym namyśle postanowiłem to zbadać. Jako doktor, wieloletni praktyk, byłem ciekaw nowych rzeczy. Jakoś nigdy nie miałem problemu z dostosowaniem się do zmian czy nowych miejsc. Byłem podróżnikiem, może dlatego. Ponieważ nie raz przebywałem w tych stronach, niejednokrotnie korzystałem z atrakcji Kasiny, wyruszyłem przed siebie, w miejsca bardzo dobrze mi znane, aby sprawdzić, czy i one tak bardzo uległy przemianie…

c.d.n.

0

Zapraszamy na naszą Stację Kasina w każdy weekend wakacji!!

Oferujemy  10% zniżki za nocleg dla pasażerów pociągu.

przejazd retro plakat

0

Już wkrótce pociąg retro kursować będzie do stacji Kasina Wielka!!

 

Trasa przejazdu: CHABÓWKA -KASINA WIELKA -CHABÓWKA

Terminy kursów 2015 r.:

czerwiec: 27,28

lipiec: 4,5,11,12,18,19,25,26

sierpień: 1,2,8,9,15,16,29,30

Dla pasażerów pociągu retro, którzy wykupią nocleg w Apartamentach Stacja Kasina 10% zniżki (minimum wynajęcia 2 doby).

Szczegóły wkrótce!!